-
Haft kaszubski - szkoła tucholska, czyli Helena Grabkowska.
Jak pisałem wcześniej, pierwszy klub tej szkoły został założony dopiero w 1976 roku, przy “PSS Społem”. Pierwszą mistrzynią była Helena Grabkowska, która swoje zamiłowanie do haftu wyniosła z tradycji rodzinnej, co też skutkowało wczesnym zabraniem się tę działalność artystyczną. W 1934 roku uczęszczała na kurs, który prowadziła Teodora Gulgowska z Wdzydz Kiszewskich. Helena bardzo szybki dała się poznać jako utalentowana hafciarka - harcerka, bo na zlocie w Spale, harcerze eksponowali ozdabiane przez nią chusty, czy namioty. Na emeryturze całkowicie poświęciła się tej sztuce, wciąż korzystając ze wzornika autorstwa Teodory Gulgowskiej. Stamtąd pochodzą takie motywy jak, róg obfitości, kwiat storczyka…
Helena potrafiła też dobrze poruszać się w technice szkoły żukowskiej, czyli w siedmiobarwnej (tzw. haft niebieski, najbardziej klasyczna szkoła tego haftu), jednak komponując samodzielnie, nie można było jej nazwać “epigonem”.
Oczywiście nie stwierdzić, że hafciarki są epigonami, ale jednak zawsze się wyżej ceni te, które wyszły od koncepcji do wykonania. Wzorniki hafciarskie podają rozwiązania na tacy, kolory itd, co szalenie upraszcza pracę nad dziełem. Prze to, powstaje szalenie dużo kiepskich wykonań, przez domorosłe hafciareczki, co zaopatrzyły się w taki wzornik. Bardzo rozpoznać czy haft został wykonany przez profesjonalistkę, czy amatorkę…. Ale o tym później…
Najważniejsze cechy haftu kaszubskiego - szkoły tucholskiej!
1.Haft pełny, bogaty, spore, powtarzające się motywy, są dystynktywne i tworzą rytm i symetrię, uzupełnianą mniejszymi elementami i długimi giętkimi łodyżkami. Te ostanie, pojawiają się też w borowiackim, więc w rozróżnieniu powinny zostać od razu wyeliminowane przy analizie.
2. Kolory. W zasadzie mówi się o jedenastu (!) odcieniach bursztynu i złota, ale jeżeli hafciarka jest zdolna, wówczas gama może być ograniczona, wyłącznie danymi zdolnościami łączenia barw. Istotą jest, aby kolor jaki się wybijał był - bursztynowy!
Jako przykład takiego haftu, podam piękną makatę Haliny Sali.
Ale to w kolejnym poście.
Artykuł sporządzony został na podstawie informacji z
książki : ak haftować po kaszubsku, arbary Rezmer. -
Kaszubski Park Etnograficzny.
Kultura Kaszub, jaką znamy, nie wyglądałaby tak, gdyby nie państwo Teodora i Izydor Gulgowscy. Myślę, że jest dobrym pomysłem pojechać tam któregoś wiosenno - letniego dnia.
Ja, pojadę na bank - relację zdam.
-
Zdjęcie wykonane na dużej, pięknej serwecie autorstwa Marii Sali, jednej z najlepszych uczennic Marianny Weilandt.
Wieczorem jakiś opis rzucę szerszy.Wiosna majowa trwa!
-
Haft kaszubski, szkoły, kluby haftu kaszubskiego w Tucholi.
Technika, techniką… jeszcze przyjdzie na to czas.
Historii haftu kaszubskiego jako zjawisku w ogóle, powinno się poświęcić odrębny artykuł, więc ten zostanie potraktowany jako forma propedeutyki z mocniejszym akcentem na hafty szkół borowiackich i tucholskich.
Podział na szkoły.
Z haftem kaszubskim, jak z każdym nurtem artystycznym, w końcu dostaje odnóg. Haft kaszubski, według Barbary Rezmer, dzieli się na kilka podstawowych szkół tj.
1. Żukowska (najstarszy - 1209 r!)
2. Wdzydzka
3. Pucka
4. Wejherowska
5. oddzielnie traktuje się szkołę haftu czepcowego.
6. Hafty tucholskie, a raczej tucholskie szkoły haftu kaszubskiego czyli:
- borowiacki
- tucholski.
Inni dodają jeszcze szkoły – chojnickie, kociewskie i słupskie. (Edmund Szmikowski, autor „ABC Haftu kaszubskiego”)
Zagłębie hafciarskie
w stolicy Borów Tucholskich.
Tuchola - tak, tak - jest ewenementem na skalę kraju, i to nie jest oznaka pychy, a zwyczajny naukowy obiektywizm. Wspomniana Barbara Rezmer poświęca tym szkołom oddzielny rozdział, o “zagłębiu” mówi Wanda Szkulmowska. W zbiorowym wydaniu „Piękno użyteczne, czy piękno ginące” na mapie haftu w Polsce, obszar dawnego woj. bydgoskiego jest oznaczony najciemniejszym kolorem – oznaczającym powyżej 100 wykonawców, zarejestrowanych w regionie – podobnie są oznaczone okolice Nowego Sącza, Ostrołęki i Suwałk.
W tej chwili działają trzy duże koła hafciarskie, ułożę je chronologicznie od chwili powstania (via Wanda Szkulmowska):
1. 1966 roku, przy Powiatowym Domu Kultury, (obecnie Tucholski Ośrodek Kultury ! ), „Zespół haftu artystycznego”. Pierwszą mistrzynią była Honorata Bloch, później przez długie lata Alojza Zaręba Lipińska, a dzisiaj prowadzi je Barbara Jankowska.
2. 1976 roku, przy PSS „Społem”, „Klub Miłośników Złotych i Bursztynowych Barw”. Pierwszą, i piekielnie ważną w historii haftu w naszym regionie, przewodniczącą i instruktorką była Helena Grabkowska, która to pobierała lekcje od pionierki haftu – Teodorę Gulgowską - z tych o których wspomniałem w poprzednim poście. Gulgowska przyuczając dziewczęta do haftowania, czyniła to wedle starszych szkół kaszubskich. I choć wieść niesie, że na naszym terenie przed 1934 rokiem, zanim przybyła Teodora, istniał oddzielny haft borowiacki, ale jest on równie tajemniczy co kamienne kręgi w Odrach. Rzecz jednak tym, że to ona wprowadziła takie elementy, później przekazywane przez Grabkowską, jak “róg obfitości”, kwiat storczyka, czy pszczółka (jprzykładów zoomorficznych elementów w haftach kaszubskich jest trochę… ale to temat na oddzielny materiał). I tu właśnie natrafiamy na skrystalizowaną szkołę tucholską haftu kaszubskiego. Jeżeli widzimy jakiś fragment ornamentu w kolorach „bursztynowych” – borowiacka, albo tucholska – to tę drugą zawsze łatwo rozpoznać po fikuśnych gałązkach, zawijasach, rogu obfitości i pszczółkach. Na samych haftach bywa trudniej, często pojawia się zbyt wielka ilość zbieżności, ale są miejsca newralgiczne, które te dwie szkoły błyskawicznie rozdzielają. Dokładniej później, jak zdobędę egzemplifikację w pikselach. Dzisiaj zawiaduje nim Marianna Weilandt i jest to szalenie żywiołowa, ciepła postać, co najważniejsze jest bezpośrednią uczennicą mistrzyni Grabkowskiej.
3. Najmłodszym, bo założonym w 1984 roku jest Zespół Haftu Kaszubskiego „Złotnica”. Pierwszą przodowniczką była Stanisława Betyna, która wcześniej również pobierała lekcje od Grabkowskiej.
Jutro będą zdjęcia!
Głównie z Klubu Miłośników… Weilandtowej.
-
Kwartet Jorgi.
Bukowe Berdo
-
Haft - surowce
Jako podkładu używano samodziałowych (czyli tkanych na ręcznym krośnie) tkanin płóciennych i wełnianych, później także bawełnianych i jedwabnych, a nawet skórzanych. Ludowe hafty były wykonywane jednobarwną nicią, lub w niewielkiej ilości kolorów, z których najczęstszymi były: czerwony, czarny, brąz, biel, mniej żółtych czy wiśniowych. Gatunkowo nici jakich używano, były lniane, wełniane, bawełniane, jedwabne i inne.
Po nitce do kłębka, czyli różnica między gatunkami nici…
Lniana i wełniana – były uprzędzone ręcznie, bywało że nierówno, a to niekorzystnie wpływało na plastyczność szwów. Na początku utrzymywane były w naturalnych barwach, później stosowano naturalne barwniki, co utrzymywało się do pierwszych lat po drugiej wojnie światowej. Zwiększenie ilości barw zauważa się dopiero pod koniec XIX w. i na początku XX w., przysłużyły się temu farby anilinowe – wytwarzane z chlorowodorku aniliny, czasami używane na jedwabiu. Farby anilinowe są zupełnie odporne na środki piorące. -
Najstarsze hafty w Polsce, według badań archeologicznych, były wykonywane lnianymi nićmi w kolorze żółtawo – brunatnym i wełnianymi, czarnymi i ciemno – czerwonymi. Jak się później okazało, kolory te przez wieki, aż do naszych czasów odgrywały ważną rolę haftach ludowych.
Nici bawełniane – występowały w kolorach czerwonym, żółtym, brązowym, zielonym, niebieskim i innych. Były produkowane w kilku krajach Europy, występowały w różnych odcieniach, grubościach, przez co były szalenie popularne.
Nici jedwabne, również były pochodzenia fabrycznego, i podobnież były nabywane.
Nici były różnej grubości, co wiązało się ze specjalnym nazewnictwem, których wymienienie dochodziło do kilkudziesięciu gatunków. Zawodowczynie używały kolorowej muliny bawełnianej i jedwabistej, albo jedwabiu – lacetki, jedwabiu perskiego, filoflosów, filodentosów i kordonków.
Dodatkowo:
Nici srebrne i złote haft czepcowy, o którym też opowiem, cekiny również zdobiące czepce, wielobarwne koraliki, sieczki, pajetki, perełki itd. Posługiwali się profesjonalistki haftując na aksamicie czepce, suknie i innych tkaninach nie samodziałowych.
O surowcach będę dokładniej wspominał i opisywał, kiedy będę brał się za konkretne przykłady. Ze wstępu, został rozdział o podstawowym rozróżnieniu technik.
Borowiackie zdanie na noc:
Nachlał sie tej jałchy i tero odwali!
-
Haft (lekki) szkic historyczny.
Głos ma Aleksander Brukner!
Haft, haftować, hafciarka obok haftarza, hafta, z niemieckiego Heft, heften, Hefter od Haft do heben – haben, łac. capio – ‘chwytam’, takoż u Niemców znaczy tylko o ‘spinaniu’, ‘zszywaniu grubymi nićmi’, u nas o ‘wyszywaniu wzorów’.
Początki.
Już w XIV wieku istniały cechy, w których pracowali haftarze, ale sama umiejętność, co pewne nikogo nie dziwi, jest o wiele starsza, co mamy potwierdzone w badaniach archeologicznych. Oprócz rzemieślników, tworzyły zakonnice (XVIII w), czyniąc tym pierwszym paskudną konkurencję, ponieważ nie były obarczane żadnymi podatkami. Dodatkowo, igłą sprawnie posługiwały się damy i szlachcianki, które adekwatnie do reprezentowanego stanu miały dużo lepsze surowce, a i technika często odznaczała się większym kunsztem, niż u kobiet ze wsi. Te ostatnie, nie mogły za bardzo równać się z poprzednikami, lekcję fechtunku igłą i nitką pobierały od starszych mistrzyń, a podówczas też nie znały zbyt wielu ściegów, nawet do końca nie potrafiły je nazwać. Teraz, dzięki badaniom, możemy wyróżnić ściegi: okrętkowy, stębenkowy, łańcuszkowy, krzyżykowy. W kolejnych postach będę przybliżał i obrazował - bo co nam po samej nazwie.
Co ciekawe, na wsiach odróżniano wyszywanie od haftowania, do którego potrzebna była profesjonalna hafciara, która potrafiła posługiwać się więcej niż jedną igłą i znała szeroką gamę ściegów.
Funkcje.
Nietrudno się domyśleć, że haft spełniał głównie rolę zdobniczą, pojawiał się na koszulach, chustach, stanikach, kaftanach, sukmanach itd. W niektórych rejonach Polski, panna w ramach wyprawki wyszywała swojemu oblubieńcowi koszulę, co przetrwało to połowy zeszłego wieku. A posiadanie samej wyhaftowanej poszewki na poduchę stanowiło o zamożności właściciela. Myślę, że niewielu dzisiaj stać (nie tylko finansowo, ale „zdroworozsądkowo”) na kupno serwetki, bieżnika, o obrusie nie mówiąc - cena tego ostatniego zaczyna się od przeszło ośmiuset złotych!. Jednak, co będę dalej pisał, cena jest często adekwatna do pracy jaka została włożona w taki wyrób, a nie rzadko jest zaniżana. O tym później. Wzory i kolory haftu na ubraniach zależne też były od wieku właściciela. Młodzież gustowała raczej w kolorowych z bogatą ornamentyką, natomiast seniorzy nosili się w ciemniejszych barwach, w mniej rozbudowanych wzorach. Motywy zdobnicze zależne były z jednej strony od „mody”, ale posiadały też znaczenia symboliczne czy nawet magiczne. Tu nie mogę oprzeć się, przytoczeniu „rogu obfitości” używanego m.in. w hafcie borowiackim – szkole tucholskiej. O której szerzej w kolejnych artykułach. Na przykładach oczywiście! Taki ornament, wracając, nie tylko zdobił, ale też podkreślał krój stroju, albo wzmacniał szwy.
Onegdaj umiejętność haftowania, była niezbędna u kobiet, jak dzisiaj znajomość środowiska MS Office. Co wspomniałem wcześniej, hafciarstwo było transklasową umiejętnością, którą parały się kobiety wsi, szlachcianki czy zakonnice.
Nowa tradycja?
Były obszary w których tradycja haftu się nie narodziła (albo nic o tym nie wiadomo), a późniejsze, spowodowane wojnami, przemieszczenia nieco skomplikowały badania. Kultura adaptowała się w miejscach w których rdzennie nie występowała.
Za odrodzenie się „kultury hafciarskiej”po II wojnie światowej odpowiedzialne były spółdzielnie cepeliowskie i hafty ludowe zaczęły wracać do łask, aczkolwiek nie zawsze zachwycały sobą etnografów. Ignorowano tradycyjne zasady, np. nie stosowano tych samych surowców, ściegów, kolorystyki, motywów i kompozycji. Przy okazji haftu kaszubskiego, opowiem o szkole Gulgowskich.
Na koniec piękna chusta obszyta haftem borowiackim (szkołą tucholską).

-
Dzieło Sztuki
Zastanawiam się nad haftami (oczywiście borowiackimi - szkoła tucholska Grabkowskiej i borowiacka Blochowej). Wychodzę z założenia, że są dziełami sztuki - ludowej - ale są.
“Sztuka użytkowa, czy ginąca” - parafrazując tytuł książki, warto się nad tematem pochylić. Dobrze wiem, że w naszym regionie nie ma młodych hafciarek (nie mówię o krawcowych z taką umiejętnością), ale świadomych twórczyń haftu ludowego. Ale to w kolejnym poście…
-
Jednostka — zresztą, jak zobaczymy, nigdy
jednostka osamotniona, ale współpracująca z innymi, przeszłymi i współczesnymi
— przyczynia się do budowy gmachu kultury, podobnie jak każdy poszczególny
polip koralowy przyczynia się do budowy rafy. Ale rafa nie jest jego dziełem.
Jest dziełem milionów polipów, które przeminęły, a jest oparciem polipów żyjących,
które przez nią, istniejącymi w niej kanałami, są ze sobą w związku i dzielą się pokarmemibidem -
O kulturze mówić możemy dopiero wówczas, gdy odkrycie
czy wynalazek zostaje zachowany, gdy jest przekazywany z pokolenia na pokolenie,
gdy staje się dorobkiem trwałym zbiorowości ludzkiej, nie przyzwyczajeniem poszczególnej jednostki czy jej mniemaniem osobistym.Stefan Czarnkowski
“Antropologia Kultury - zagadnienia i wybór tekstów”.
Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego
Warszawa 2001